NIE CHCEMY WOJNY – CHCEMY POKOJU

NIE CHCEMY WOJNY – CHCEMY POKOJU

„Gadające głowy”, „nie pamiętam już, jak się nazywali”, „nie skorzystaliście z możliwości filmu” – takie uwagi usłyszałam od filmowców, którzy nie zwrócili uwagi na rzecz najważniejszą: to nie jest film.

„Nie chcemy wojny – chcemy pokoju” to apel młodzieży, młodych mieszkańców Ukrainy, którzy otwarcie mówią o tym, co dzieje się na wschodzie ich państwa. O tym, co spotkało ich rówieśników na froncie. O tym, że wielu ich przyjaciół już nie wróciło do domu.

Jest to apel nietypowy, apel łączący, bo na jednym ekranie pojawiają się Ukraińcy, Żydzi, Polacy i krymscy Tatarzy. Ci ostatni mówią płynnym ukraińskim, niektórzy Ukraińcy – po rosyjsku, podobnie jak pewna Żydówka – nb. litewskiego pochodzenia. Jest to apel również o tym, że  nie ma znaczenia, jakiej jesteś narodowości czy wyznania, gdy ma się wspólne wartości, wspólne cele i dba o przyszłość jednego państwa.

Ten apel jest moją pierwszą filmową etiudą. Była to – dość rozpaczliwa – próba zareagowania na bezsilność wobec działań wojennych i licznych śmierci na wschodzie Ukrainy. 10 dni pod Iwano-Frankiwskiem (d. Stanisławowem) trwało seminarium „Arka”, którego celem jest przełamywanie stereotypów i integrowanie różnej narodowości młodzieży na Ukrainie. To był czas spędzony jak gdyby w zupełnie innym świecie, świecie roześmianym, otwartym na inność, ciekawym tradycji sąsiadów. W tym świecie nie było miejsca na przemoc, a połączył ich – nas wszystkich – wspólny ból i niezrozumienie dla decyzji politycznych.

Starałam się pokazać to, jak zróżnicowane są języki i tradycje na Ukrainie, jak wiele jest tu narodowości i wyznań i to, że młodzi ludzie – być może bardziej niż dorośli – są w stanie ze sobą rozmawiać o największych wartościach, tajemnicach wiary i obyczajach z całkowitym szacunkiem i akceptacją, bez potrzeby zmieniania czy szykanowania.

Od nich powinien się uczyć cały „dorosły”, „poważny” świat.

Elżbieta Lewak

Jestem Ela i pochodzę ze Lwowa.

Najczęściej to tymi dwoma stwierdzeniami mnie streszczano. Jednak można o mnie powiedzieć dużo więcej.

Tak, urodziłam się i wyrosłam we Lwowie, który w 1992 roku należał już do Ukrainy. Mój Tata - rosyjskojęzyczny Ukrainiec - nadał mi imię Elżbieta, zaś Mama - Polka - zadbała o to, żebym zdobyła później solidne wykształcenie w polskiej szkole we Lwowie. Oprócz polskiej i światowej literatury, w domu stale był obecny teatr. Moi Rodzice wieczory spędzali na próbach Polskiego Teatru Ludowego, w którym po kilkunastu latach również ja zagrałam. (Początkowo miałam być reżyserem teatralnym, później - filmowym, ale ostatecznie zakochałam się w aktorstwie).

Na studia wyjechałam w wieku szesnastu lat - w za młodym wieku, jak mi się teraz wydaje. Zdobyłam tytuł magistra pięć lat później i opuściłam mury Uniwersytetu Warszawskiego jako dyplomowana polonistka, a konkretniej redaktorka.

Nigdy nie chciałam być dziennikarką, wręcz uciekałam od tego określenia, a do "Kuriera Galicyjskiego", w którym ukazywały się pierwszy moje teksty, wysyłałam emocjonalne felietony i eseje. Przez rok prowadziłam prywatny blog, kiedyś napisałam kilka książek, ale po "śmierci" komputera zostały mi po nich zaledwie tytuły. Dziś pracuję w programie newsowym TVP Polonia, gdzie w końcu musiałam nauczyć się streszczać myśli.

Dobrym miejscem mojej tekstowej wypowiedzi będzie ten blog. Opowiem Wam tu, jak żyją Polacy za granicą - na Litwie, we Lwowie i Polonia za bardziej zachodnimi granicami Polski. A to wszystko na podstawie filmów, które można oglądać na Festiwalu Filmów EMIGRA w Warszawie, którego część w ostatnim roku prowadziłam. I widzicie - znowu do mnie wraca reżyser filmowy, bo przyznam, że ciągle szukam, kim naprawdę powinnam zostać. Tymczasem nadal studiuje na Wydziale "Artes Liberales".

A poza tym jestem lektorką, tłumaczem, aktorką, reporterką, felietonistką, masażystką, animatorem kultury i miłośniczką Stachury.

Wszystko to mieści się i stale przeplata w mojej codzienności. Ten blog też.
Elżbieta Lewak

Latest posts by Elżbieta Lewak (see all)