POKOLENIE PLT albo “bo Ela nie jest z Polski”

Co to znaczy być Polakiem na Litwie? Kim jest Polak? Kto nim jest?

Czy ten, kto mówi po polsku? Czy ten, kto nosi polskie (najlepiej szlacheckie!) nazwisko?

“Pokolenie PLT” stawia te pytania już w pierwszej minucie filmu. Jest to film o tych, którzy te pytania zadają, głównie sobie samym. Film o tym, że młodzi ludzie muszę też sami sobie na nie odpowiedzieć.

Kim jestem?

Jak to jest, że chłopak mówi po rosyjsku “jestem Polakiem”, a dziewczyna – po polsku, z wileńskim akcentem – “jestem Litwinką”? Czyli kim właściwie? Co to dla nich znaczy? Czy można być i Polakiem, i Litwinem? Czy “spowiedzi” bohaterów można zakwestionować, bo przecież Polak nie może mówić najlepiej po rosyjsku, a Litwinka po polsku? Czy wypada to zrobić?

Kim jest pokolenie młodych Polaków w Wilnie? Na to pytanie odpowiada już tytuł: jest to pokolenie PLT. Są to młodzi ludzie, dla których przeplot języków i kultur jest naturalny i nie stanowi bariery ani kulturowej, ani religijnej, ani językowej. A mowa i o litewskim, i o rosyjskim, i o polskim języku. O języku, który – jak mówią sami bohaterowie – w Wilnie się zatrzymał.

Określenia przynależności narodowej są za ciasne dla nas – ludzi Kresów. Płatamy figle badaczom, mówimy mieszanką, nazywamy siebie Polakami, choć w Polsce się nie urodziliśmy.

Zawsze zastanawiało mnie to, że po wielu latach znajomości niektórzy ludzie wciąż mówią o mnie “Ukrainka”. Zastanawiało, bo zmusiło do przeanalizowania tego, co znaczy być Polakiem dla mnie, a co – dla Polaków w Kraju.

Na razie wniosek mam następujący: dla Polaków na Kresach to mówienie po polsku, utrzymywanie polskich tradycji, wiara katolicka, znajomość historii Polski, a zwłaszcza terenów przygranicznych. Dla Polaków w Kraju bycie Polakiem to urodzenie się w Polsce i posiadanie polskiego paszportu.

Tu nikt nie neguje polskości dzieci, które nie wiedzą, w którym roku sąsiedzi trzykrotnie rozdarli ten kraj. Tu nikt nie neguje polskości obcokrajowców, którzy pokazują w sklepie krajowy dowód osobisty. Tu nikt nie neguje polskości urzędników, którzy “odżucają” wniosek.

A my się musimy pilnować. Bo “nie jesteśmy z Polski”.

***

Pewnego razu, gdy byłam jeszcze na pierwszym roku studiów, złapało mnie jakieś choróbsko. Od lekarza wyszłam z receptą w ręku. Problem w tym, że do refundacji leków potrzebny jest numer PESEL, a ja jeszcze wtedy takowego nie posiadałam. Mówię więc pani  w białym fartuchu, że mam tylko sztuczny numer, wygenerowany przez uczelnię, bo ten, który miałam we Lwowie, wygląda zupełnie inaczej. Pani w okienku spojrzała na mnie uważnie i zawołała: “Ale… przecież Litwa jest w Unii Europejskiej!”.

Nie pozostało mi nic innego, jak tylko przyznać jej rację.

Elżbieta Lewak
Latest posts by Elżbieta Lewak (see all)